Dziś (tj. 03.04.2025) odbył się briefing prasowy Widzewa Łódź przed meczem z Lechią Gdańsk. W jego trakcie na pytania dziennikarzy odpowiadali Željko Sopić, aktualny trener łodzian, oraz Juan Ibiza, środkowy obrońca. Jeden z dziennikarzy zadał pytanie szkoleniowcowi o Saida Hamulicia.
Z niewolnika nie ma pracownika
Trener oczywiście odpowiedział na pytanie: „Co z Saidem Hamuliciem?”, nie owijając w bawełnę. Widzew to nie jest więzienie. Te słowa Sopicia idealnie podsumowują pobyt Bośniaka w Widzewie. Wywód trenera o piłkarzu można podsumować w taki sposób: Bośniacki piłkarz ma wolną rękę i może robić, co chce. Wykorzystał to i postanowił opuścić klub, wyjeżdżając – jak to ujął Sopić – na wakacje. Szkoleniowiec dodał również, że gdyby pozwolił piłkarzowi zostać w klubie, nie mógłby spojrzeć pozostałym podopiecznym w oczy. Na koniec przestrzegł innych, że muszą dawać z siebie 100 procent na treningach, ponieważ to główny powód odpuszczenia w klubie tematu „Hamulić – napastnik Widzewa”.
Bośniak w liczbach
Pobyt Saida Hamulicia w Sercu Łodzi nie należy do wybitnych. Powiem nawet więcej – jest jednym z najgorszych. Hamulić w barwach Widzewa zagrał w 13 meczach, raz zapisał się na liście strzelców i trzykrotnie asystował (bramkę i dwie asysty zdobył przeciwko trzecioligowej Lechii Zielona Góra w Pucharze Polski). Zawodnik raczej nie poprawi już tych liczb i zdaje się, że nawet nie chce.